2015 please be good to me!

Mamy już rok 2015 i całe szczęście, bo 2014 nie mogłam już dłużej znieść. Mogłabym powiedzieć, że był pełen porażek, nauczek, strat, zmian, zrujnowanych planów, marzeń. Akurat straty okazały się być dobrą opcją, dokonał się przesiew dzięki czemu teraz wiem na czym stoję. Nie wiem czy warto jest wspominać ten rok, robić podsumowania itd, itd. Na facebooku, blogach i innych stronach tego pełno, a ja jakoś w tym roku nie uległam presji podsumowań. Chyba. No może nie tak do końca.
Nie zrobiłam i raczej nie zrobię podsumowania fotograficznego. Nie mam na to pomysłu...

Spróbuję jednak zrobić dla siebie małe podsumowanie, co by nie było, że w 2014 nie było nic a nic pozytywnego. 

Udajmy, że do lipca kompletnie nic się nie działo. W czerwcu i na początku lipca zamieszkałam na jakiś czas z chłopakiem w Warszawie. Cudowne Bemowo, które baaardzo miło wspominam. Zaczęłam trochę pracować. Wyjechałam na wakacje z rodzinką i lubym. Również pięknie spędzony czas. Szczególnie wspominam wieczór z winem na plaży (wydłubywanie korka nożem of course, po co brać korkociąg), nocny spacer ulicami miasta i wygłupy na placu zabaw. Tak, taki ze mnie poważny człowiek. Dowiedziałam się też w lipcu, że zostałam studentką WUMu. Bardzo mi zależało na tej uczelni, to była dobra opcja B. Na początku sierpnia (po raz 30 już chyba) przekułam chrząstkę. Było kilka świetnych domówek. W październiku przyszedł czas na studia. Poznałam masę świetnych ludzi, 3 bardzo dobre koleżanki, które są popierdzielone, ale za to je uwielbiam <3 2 tygodnie później moje kolano postanowiło się zepsuć i trafiłam na stół operacyjny. Pierwszy raz uszkodziłam się nie ze swojej winy. W sumie z winy niczyjej. A może raczej z winy kaletki. Czy tam łękotki. Whateva. Z tego co pamiętam dalej była nauka, nauka i jeszcze więcej nauki. Gdzieś pomiędzy trafiły się dobre imprezy/domówki z nowymi i starymi znajomymi. Potem czekałam na święta. Bardzo rodzinne, bardzo przyjemne, pomijając moje lenistwo, którego nie znoszę. Nie czekałam na Sylwestra. A jednak okazał się być całkiem miły. I tak - alleluja - skończył się 2014 rok.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz